3 minuty…

Witaj,

Kimkolwiek jesteś poświęć mi 3 minuty Twojego czasu. Zatrzymaj się na chwilę, posłuchaj mojej historii. Być może otworzy Ci ona oczy i dostrzeżesz piękno, które otacza Cię każdego dnia…

Zaczęło się to ponad sto lat temu. Wykiełkowałem z upuszczonego przez lecącego ptaka żołędzia. Po raz pierwszy poczułem ogrom miłości jaką zalała mnie nasza Matka Ziemia. Rosłem w spokoju ponad wiek. Pamiętam jak dziś tych wszystkich ludzi którzy mnie mijali – tych dwóch młodzieńców walczących o względy pięknej dziewczyny z sąsiedztwa, żołnierzy, którzy spoczęli w cieniu mojej rozłożystej korony i tę wspaniałą kobietę, której niesamowite ciepło poczułem na mojej korze, gdy mnie przytuliła. Każdego roku dziesiątki cudownie śpiewających ptaków znajdowało we mnie swój dom. Patrzyłem jak dorastają, jak wyfruwają z gniazda i zaczynają nowe samodzielne życie.

Kilka lat temu, po bardzo mroźnej zimie przygotowywałem się do nowego początku. Dzięki mojej Mamie Ziemi mogłem znowu dawać życie i pokarm dziesiątkom stworzeń, a wszystkim zmęczonym chwile wytchnienia w moim cieniu podczas upałów. Czekałem aż znowu poczuję ten ciepły, letni wiatr.
Nigdy nie sądziłem ze moje piękne życie zakończy się właśnie teraz…
Pamiętam krzyki, warkot silnika i straszny ból…

Przebudziłem się wraz z resztą moich braci w ciemnym miejscu. Żaden z nas nie wiedział gdzie jesteśmy ani co będzie dalej. Pozostała tylko cząstka mnie. Nie było już pięknej rozłożystej korony, śpiewu ptaków, tylko ciemność i mój cichy płacz… Czemu ja?

To co ze mnie zostało, ta cząstka mnie pozostawiona bez szacunku, jak śmieć, opuszczona i zapomniana w ciemnej szopie, bez mojej dawnej dumy z tego kim jestem, przeleżała tak kilka lat…
Pewnego dnia zauważyłem światło mojego Ojca – Słońca. Bałem się, że już nigdy go nie zobaczę!
W tej chwili cieszyłem się jak to małe dziecko odpoczywające kiedyś z rodziną w moim cieniu. Pamiętam, jak dostało od mamy cukierka, gdy obserwowało ze swoja siostrą mrówki dumnie maszerujące po mojej korze. Jakaż to była radość!

Niestety najgorsze miało dopiero nadejść…

Dwóch rosłych mężczyzn wytoczyło mnie z ciemnej szopy. Przyglądali się bacznie i oglądali mnie z każdej strony. Usłyszałem wyrok – nic z tego nie będzie, popękany, przebarwiony – tylko piec.
Zacząłem cicho płakać… W duchu krzyczałem, że jestem jedyny w swoim rodzaju, że nie ma drugiego takiego na całym świecie. Nikt tego nie usłyszał…

Położyli mnie w kolejce do spalenia. Każdego dnia słyszałem ostatnie tchnienia moich braci oddających swoje wewnętrzne ciepło w piecu – ich ciche rozstanie się z tym pięknym światem. Znikali z dymem i własnym płaczem. Pozostawał tylko popiół.

Gdy przyszła moja kolej starałem się już godzić z myślami o końcu. Przecież i tak miałem cudowne życie…
Słyszałem jak pilnik muskał twarde ostrze siekiery, gdy nagle pojawił się On…
Dotknął mnie swoją spracowaną, szorstką dłonią i cicho wyszeptał – jesteś piękny, zabieram Cię do siebie. Nie przeszkadzały mu bruzdy po piłach, spękania, przebarwienia – blizny które nadał mi czas, z których każda opowiada historię z mojego życia.
Ten dzień był początkiem czegoś nowego i zupełnie mi do tej pory obcego. Jego silne ręce każdego dnia nadawały mi piękno i nową formę, którą widzicie właśnie teraz. Przywrócił mi wiarę w człowieka i oddał mi szacunek poprzez swoją ciężką pracę.

Dziękuję Ci obcy człowieku za to, co dla mnie zrobiłeś. Dzięki Tobie pozostałem faktycznie wyjątkowy i jedyny na całym świecie. Przywróciłeś mi życie!

Teraz Ty patrzysz na mnie – Ty, który też masz wady i swoje blizny, niezależnie wewnątrz czy na zewnątrz. Uwierz mi, jesteś wyjątkowy. Jesteś jedyny na świecie.
Dotknij mnie i poczuj to co On! Usłysz szum mojej korony i ten piękny śpiew ptaków, które w niej mieszkały… Ja to wciąż w sobie mam!